2024/25 r.

Drodzy Czytelnicy!

Z radością zapraszamy Was na nową, trzecią już odsłonę naszego bloga studiujących polonistyki na tematy polsko-berlińskie! Nowa ekipa pana Conrada (Eryk, Maks, Nell, Sara, Simone), świeże spojrzenie i mnóstwo ciekawych aspektów – od wydarzeń kulturalnych przez życie codzienne w Berlinie aż po doświadczenia osobiste żyjących tutaj Polaków. Odpowiadamy na takie pytania, jak: kim lub czym jest Myśliwska? Czy kultura jeździ pociągiem? Co to ślůnsko gołdka?
Naszym celem jest tworzenie przestrzeni, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie, a nasze teksty będą inspiracją, wsparciem i źródłem informacji.
Zajrzyjcie, czytajcie i podzielcie się swoimi myślami!

6. März 2025 | Veröffentlicht von Simone Aglan-Buttazzi | Kein Kommentar »
Veröffentlicht unter 2024/25 r., Polska nad Sprewą
Verschlagwortet mit ,

Między dwoma światami

Autorka: Nell Łach

Ostatnio usłyszałam zdanie, które dało mi do myślenia: „Einmal Ausländer, überall Ausländer” – czyli „Raz cudzoziemiec, wszędzie cudzoziemiec”.

Jako dziecko, kiedy ludzie mnie pytali, śmiało mówiłam, że jestem Polką. Bo po prostu tak się czułam. Z wiekiem zrozumiałam, że lepiej tego nie mówić, bo jakimś cudem za każdym razem to powód do dyskusji. Dla wielu ludzi, zarówno obcych, jak i członków rodziny, moje pochodzenie i narodowość są zaproszeniem do debaty.

W Niemczech nie czuję się do końca Niemką. Szczególnie kiedy spędzam czas z Niemcami, widzę różnice w wychowaniu, w kulturze, w języku i w innych aspektach. Ale jednocześnie nie potrafię czuć się w pełni Polką w Polsce. W domu wychowałam się jak w typowej polskiej rodzinie, ale mimo to różnię się od Polaków w Polsce. Nie chodziłam tam do szkoły i nie spędziłam tam mojego życia.

Wśród Niemców czuję się głupio, bo czasem brakuje mi słów albo mylę przysłowia. Wsród Polaków czuję się głupio, bo popełniam błędy, a przez akcent od razu dostaję pieczątkę „Niemka“.

Dwa lata temu byłam z przyjaciółmi w barze w Warszawie. Podeszli do nas chłopaki i zaczęliśmy rozmawiać – oczywiście po polsku. Spytali, skąd jesteśmy; odpowiedziałam, że przejechaliśmy z Berlina. Opowiadałam o Wrocławiu, że moja rodzina tam mieszka. Pytają, z jakiej dzielnicy pochodzę, odpowiadam, że urodziłam się w Berlinie. I nagle — wielka zmiana nastroju: ”A co ty, jesteś Niemką! Nie Polką!”. Nie miałam ochoty dyskutować. Męczy mnie to. 10 sekund wcześniej nazywali mnie Polką, traktowali mnie jak Polkę i mówili mojemu chłopakowi, że ma fajną polską dziewczynę. Gdy dowiedzieli się, że urodziłam się w Berlinie, rozmowa całkiem się zmieniła.

Wiosną odwiedziłam rodzinę w Polsce. Moja ciocia pyta, czemu tak chętnie jeżdżę do Polski i interesuję się tak mocno tym krajem jako Niemka. Dla mnie to pytanie, którego w ogóle nie mogłam zrozumieć — przecież to pierwszy język, w którym mówiłam, i jedyna kultura, którą naprawdę znam. Przecież jesteśmy rodziną, mamy tę samą krew, tych samych przodków. Na to inna ciocia odpowiada „Ale ona jest Polką“. A ja nie mam siły brać udział w tej rozmowie. Nie mam ochoty się tłumaczyć.

W zeszłym roku spędziliśmy wigilię u mojej rodziny, a pierwszy dzień świąt u rodziny mojego chłopaka. On pochodzi z rodziny niemieckiej. Na kuchence gotuje się Sauerbraten. Szok — jego mama wrzuca piernik do sosu. Dla mnie trudno zrozumieć, czemu wrzuca słodkie ciastka do garnka, a oni się dziwią, że tego nie znam: „Tak się gotuje tradycyjny Sauerbraten, jak to możliwe, że nie znasz Sauerbraten?“. Nigdy wcześniej nie widziałam tej potrawy. Cały swiąteczny stół był mi obcy. Nie znałam żadnych tych tradycji — po 20 lat w Niemczech pierwszy raz w życiu spędziłam tradycyjne niemieckie święta. Jak mam się czuć Niemką, skoro przy tym stole, przy niemieckiej rodzinie, czułam się tak obco?

Życzę sobie, aby moja narodowość, pochodzenie i tożsamość nie były tematem dyskusji dla osób, które nie wiedzą, jak to jest być imigrantem pierwszego pokolenia. Tożsamość jest bardzo skomplikowanym tematem dla wielu osób z „tłem migracyjnym“. Chciałabym, aby ludzie przestali nas kwestionować i zamiast tego szanowali nasze doświadczenia.

  • Nell o sobie: Urodziłam się w Berlinie jako dziecko dwojga Polaków, dlatego polska kultura i język są ważną częścią mojej tożsamości. Obecnie studiuję filologię polską i rosyjską, ponieważ fascynują mnie języki słowiańskie. Nauka języków obcych to moja pasja.
5. März 2025 | Veröffentlicht von Simone Aglan-Buttazzi | Kein Kommentar »
Veröffentlicht unter 2024/25 r., Polska nad Sprewą

Pisząc po polsku o Berlinie

Autor: Simone Aglan-Buttazzi

W powieści Bowie w Warszawie (2022; tłumaczenie niemieckie Olafa Kühla ukazało się w następnym roku) Dorota Masłowska wyobraża sobie, że słynny piosenkarz, podróżując pociągiem z Moskwy do Berlina, zatrzymuje się na krótko w Warszawie. W pewnym sensie to tak, jakby Berlin końca lat 70. symbolizowany przez Bowiego odwiedził stolicę Polski. Ale jakie są literackie wizyty Polski w Berlinie?

Z chronologicznego punktu widzenia należałoby zacząć przynajmniej od Józefa Ignacego Kraszewskiego, aresztowanego w Berlinie w 1883 roku, ale pomijając politykę, warto wspomnieć przede wszystkim o Bolesławie Prusie, który w latach 1878-1896 prowadził rubrykę podróżniczą najpierw w „Kurierze Warszawskim”, a następnie w „Kurierze Codziennym”. Artykuły zostały zebrane w dwóch tomach w 1950 roku. W drugiej części swoich Kartek z podróży Bolesław Prus poświęca kilka stron stolicy… Prus. Autor Lalki i Faraona oferuje porównanie między Warszawą i Berlinem na podstawie swoich wrażeń z 1895 roku. Prus zauważa, że Berlin jest większy od Warszawy, czystszy i ma mniej agresywnych mieszkańców niż Paryż! Oto przykład jego obserwacji: „Przemykamy się pod szeroką arkadą wiaduktu, po którym w tej chwili przejeżdża pociąg i – znajdujemy się na Friedrichstraße. Jest to jedna z pierwszorzędnych ulic w Berlinie, charakteryzuje się zaś wielkim ruchem i wielką ciasnotą. W tym miejscu nie jest ona szerszą od naszej Chmielnej ulicy, a ruch na niej no – jest mniej więcej taki jak u nas na Żabiej”.

Dziś klasyczne notatki z podróży są publikowane pod nazwą reportażu, gatunku bardzo popularnego w Polsce. Jest też reportaż kolektywny o stolicy Niemiec: Mur. 12 kawałków o Berlinie (2015), antologia z ilustracjami Filipa Springera. Trzynastu autorów, wśród których wyróżnia się Witold Szabłowski, wyrusza śladami tego, co pozostało z muru (także w głowach wielu Niemców).

Z dziedziny literatury pięknej można wymienić dwie współczesne trylogie powieściowe. Pierwsza to dzieło Grzegorza Kozery: Berlin, późne lato (2013), Króliki Pana Boga (2015) i Noc w Berlinie (2018). Dwie pierwsze powieści historyczne były nominowane do Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus. Kozera zaczyna od Republiki Weimarskiej, a następnie opowiada o dramatycznych wydarzeniach podczas nazizmu i bezpośrednio po kapitulacji.

Druga trylogia jest autorstwa Magdaleny Parys, która zadebiutowała na rynku literackim książką Tunel (2011, przetłumaczoną w 2014 roku przez Paulinę Schulz). Magik (2016) dostał Nagrodę Literacką Unii Europejskiej (EUPL) i jest dostępny w tłumaczeniu niemieckim dzięki pracy Lothara Quinkensteina (który tłumaczy również Olgę Tokarczuk). Powieści Parysa są współczesnymi thrillerami nawiązującymi do przeszłości NRD. W trzecim tomie, Książę (2020), bohaterowie – komendant policji Tschapieski i komisarz Kowalski – muszą rozwiązać nową sprawę kryminalną z trzymającą w napięciu fabułą.

Również w 2020 roku Szczepan Twardoch opublikował powieść „po polsku w Berlinie”: jest to Pokora, przetłumaczona na język niemiecki przez Olafa Kühla – innego tłumacza Tokarczuk – trzy lata później. Pokora jest epicką powieścią o rewolucji, wojnie i miłości. Tytuł książki to nazwisko głównego bohatera, porucznika Aloisa Pokory, pochodzącego z Górnego Śląska weterana pierwszej wojny światowej. Twardoch jak zwykle rzuca czytelnika w wir przemocy i ulicznego życia, tym razem w czasach narodzin Republiki Weimarskiej.

Chcąc mówić o literaturze hybrydowej pomiędzy pamiętnikiem, dziennikarstwem i fikcją, warto wspomnieć, że w Dzienniku 1961-1966 Witold Gombrowicz opowiada o pobycie w Berlinie (Zachodnim) podczas ostatnich miesięcy 1963 roku. Andrzej Stasiuk w Dojczlandzie (2007) woli opowiadać o nieistniejących już Niemczech, czyli NRD. Ten jego antyreportaż poświęca kilka stron podzielonemu i nowoczesnemu Berlinowi, miastu, w którym Stasiuk lubi się gubić, kończąc spacerem przy stadionie olimpijskim, „ponieważ od jakiegoś czasu zagadka niemieckiej duszy nie dawała mi spokoju“.

My natomiast, na tym blogu, nie dajemy sobie spokoju myśląc o polskiej duszy w Berlinie.

  • Simone o sobie: Urodziłem się w Bolonii, gdzie pod koniec lat 90 studiowałem nauki o komunikacji społecznej i mediach. Mieszkam w Berlinie od 2006. Pracuję jako tłumacz na własny rachunek i poza polonistyką studiuję bibliotekoznawstwo. Dla mnie nie ma nic piękniejszego niż pójście do kina – na film polski.
2. März 2025 | Veröffentlicht von Jan Conrad | Kein Kommentar »
Veröffentlicht unter 2024/25 r., Polska nad Sprewą
Verschlagwortet mit ,