Autorka: Nell Łach
Moja ciocia wyjechała z Polski w wieku 22 lat, pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Rozmawiałam z nią o jej doświadczeniach, nadziejach, ale także obawach związanych z emigracją do Niemiec.
P: Czy było Ci trudno podjąć decyzję o opuszczeniu swojego kraju?
O: W ogóle nie było mi trudno. Byłam młoda, nie miałam żadnych planów na przyszłość, właśnie skończyłam szkołę, i nie miałam pracy. Dlatego nie było to dla mnie problemem.
P: Jakie były największe trudności na początku?
O: Największą trudnością było właściwie porozumienie się w języku niemieckim. Było trudno na początku, mimo tego, że uczyłam się go w Polsce, w szkole. I oczywiście, że jeszcze inną trudnością było znalezienie pracy. Wiadomo, że to jest bardzo ciężko, jeżeli nie znasz dobrze języka.
P: Jakie miałaś nadzieje i życzenia, kiedy przeprowadziłaś się do Berlina?
O: Na pewno miałam nadzieję, że będę miała lepsze możliwości na życie, lepsze perspektywy i że znajdę dobrą pracę, jeżeli nauczę się języka. W Polsce były to późne lata dziewięćdziesiąte, a gospodarka dopiero zaczęła się podnosić po socjalizmie. Nie było jeszcze takich dobrych perspektyw dla młodych ludzi i wiele młodych osób mojej generacji wyjeżdżało za granicę, przede wszystkim do Niemiec albo do Anglii.
P: Czy te nadzieje i życzenia się spełniły?
O: Oczywiście, że się spełniły. Nauczyłam się języka, bo chodziłam na kurs niemieckiego, poznałam ludzi, którzy mi mogli też pomóc w znalezieniu pracy i znalazłam mieszkanie. Potem, żeby móc pracować i mieszkać tutaj oficjalnie, założyłam swoją firmę, pielęgnację stóp, i przez to mogłam podjąć pracę. Moje życie się wtedy już bardzo zmieniło.
P: Czy czasami żałujesz, że wyemigrowałaś?
O: Tak, czasami żałuję, ponieważ muszę powiedzieć, że jak jestem w Polsce, nie czuję się tak naprawdę Polką, bo ludzie mnie tak nie widzą. I jak jestem w Niemczech, to nie czuję się Niemką, bo tutaj się nie urodziłam. To nie jest proste, że tak powiem. I dużo ludzi mieszkających za granicą ma z tym problem, że są pomiędzy. Nie czują się ani za bardzo Polakami, ani Niemcami. A Niemką w ogóle nie, bardziej czuję się tutaj Polką. Przecież to są moje korzenie. I z wiekiem zauważyłam, że człowiek czuje się coraz więcej patriotą, tęskni za swoim krajem. I po drugie, nie pielęgnowałam znajomości i przez to straciłam oczywiście przyjaciół. Byłam daleko, więc nie jeździłam często do Polski.
P: Czy doświadczyłaś dyskryminacji w Niemczech jako Polka?
O: Tak, i to bardzo na początku, przede wszystkim jak jeszcze nie znałam języka. No i właściwie do dziś, nie jest to może takie bezpośrednie, ale czasami widzę, jak patrzą ludzie na mnie, bo wiadomo, że ten akcent polski słyszą. Przede wszystkim można to odczuć we wschodnich Niemczech.
P: Czy często odczuwasz tęsknotę za Polską?
O: Tak, tęsknię za Polską. Jak nie jestem już długo w Polsce, to tęsknię przede wszystkim za ludźmi, bo, mimo że Polska jest sąsiadem Niemiec, ludzie są inni, bardziej otwarci, szybko łapie się kontakt z ludźmi. Kocham Polskę, to jest mój kraj, tam się urodziłam i tam są moje korzenia.
P: Jak ważne jest dla ciebie zachowanie polskiej kultury i przekazanie jej swojej córce?
O: Bardzo ważne. Staram się często jeździć z moją córką do Polski. Ważne jest też dla mnie, żeby mówiła w języku polskim i mogła przekazać ten język na następne pokolenia.
P: A jak ty zachowujesz swoją kulturę?
O: Przede wszystkim przez polskie tradycje, na przykład święta i przez rozmowę w języku polskim.
P: Jakie są twoje nadzieje dla twojej córki, dla mojej siostry i dla mnie będących pierwszym pokoleniem w Niemczech?
O: Oczywiście moje nadzieje i życzenia są takie, żebyście miały dobre perspektywy na przyszłość, żebyście znalazły pracę, która was spełni i która będzie wam sprawiała przyjemność. Mimo tego, że polska gospodarka idzie w dobrym kierunku, z tego, co słyszę, start dla młodych ludzi jest wciąż dość ciężki. Sama tego doświadczyłam i wiem, jak to jest na początku. Dlatego życzę wam, młodym ludziom, żeby było wam łatwiej.
- Nell o sobie: Urodziłam się w Berlinie jako dziecko dwojga Polaków, dlatego polska kultura i język są ważną częścią mojej tożsamości. Obecnie studiuję filologię polską i rosyjską, ponieważ fascynują mnie języki słowiańskie. Nauka języków obcych to moja pasja.
ile Polski jest w Berlinie?
Ten eksperymentalny blog, na którego natrafiłaś/-eś, narodził się w ramach prowadzonego przez Jana Conrada kursu języka polskiego w Instytucie Slawistyki i Hungarystyki na Uniwersytecie Humboldtów w Berlinie.
My – czyli Anja, Julia, Mihaela, Peter, Simone i Viktoryia – często myślimy o Wiśle, chociaż studiujemy nad Szprewą. Tu w Berlinie mieszka dużo Polek i Polaków1. Przywieźli oni ze sobą część polskiej kultury – ale czy jest ona widoczna? Aby się o tym dowiedzieć, zawiązujemy teraz sznurowadła i idziemy na misję odkrywczą – od najczęściej odwiedzanych ulic obok Wyspy Muzeów do najbardziej schowanych zaułków, od Biblioteki Państwowej w Berlinie do przytulnej księgarni na Neukölln, od stołówki na Unter den Linden do małych bistr, od popularnych festiwali filmowych do kina na dzielni.
Nasz blog nie jest jednak tradycyjnym przewodnikiem o polskiej kulturze nad Szprewą – raczej entuzjastyczną próbą podzielenia się doświadczeniami polskiej kultury poza normalnymi granicami. Być może dlatego, że tych granic nie ma.
Chodź z nami i bądź częścią naszej małej kropelki w morzu Polonii!
P.S.: Nasz blog jest otwartą platformą – zapraszamy do komentowania tekstów i uwag krytycznych.
Autor: Simone Aglan-Buttazzi
Nigdy nie zapomnę, że polscy żołnierze, razem z innymi alianckim korpusami, wyzwolili moje rodzinne miasto, Bolonię, spod okupacji hitlerowskiej. Dniem wyzwolenia był 21 kwietnia 1945 r., cztery dni przed datą obchodzoną w całym kraju. W 1946 roku w Bolonii powstał polski cmentarz wojskowy, największy z czterech we Włoszech. Znajduje się on we wschodniej części miasta i mieści prawie 1500 grobów.
Nawet w dzielnicy Berlina, w której mieszkam, jest pomnik wojskowy poświęcony antyfaszystowskim Polakom. On jest w Volkspark Friedrichshain i został wzniesiony w 1972 roku, czyli w czasach NRD. Jego oficjalna nazwa zmieniała się z czasem. Od 1995 roku miejsce nosi nazwę Pomnik żołnierza polskiego i niemieckiego antyfaszysty, aby uwzględnić niemieckich bojowników ruchu oporu.
Pomnik zaprojektowany przez dwoje polskich artystów (Zofię Wolską i Tadeusza Łodzianę) oraz dwóch Niemców (Arnda Wittiga i Günthera Merkela) wygląda dziś jak jedno z wielu miejsc pamięci historycznej, których Berlin jest dramatycznie pełen. Mniej imponujący niż sowieckie pomniki, ten zabytek ze swoją flagą z brązu i pojedynczą figuratywną płaskorzeźbą – przedstawiającą trzech walczących – jest intymnym miejscem, które często odkrywa się podczas spaceru po parku.
W rzeczywistości, pięćdziesiąt lat temu był to ważny moment zbliżenia między (wschodnimi) Niemcami a Polską. Nie trwało to długo. Publikacja w 1977 r. powieści Hermanna Kanta Der Aufenthalt (po polsku Pobyt) przywróciła dawne napięcia z czasów drugiej wojny światowej. Kant, który służył w Wehrmachcie, był więźniem w Warszawie w latach 1945-1949. Mimo antyfaszystowskiej perspektywy, powieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami opowiada w sposób niefiltrowany o dramacie jego uwięzienia – które było zresztą motywowane bezpodstawnym oskarżeniem o zabicie polskiego dziecka. W 1983 roku Frank Beyer, być może najważniejszy reżyser NRD, kręcił ekranizację książki z scenariuszem Wolfganga Kohlhaase oraz z Sylvestrem Grothem w roli głównej. Początkowo zgłoszony do konkursu na Berlinale, film został wycofany pod naciskiem rządu Jaruzelskiego, według którego narracja była antypolska. Der Aufenthalt do dziś uważany jest za jeden z najlepszych filmów wyprodukowanych przez DEFA.
Te napięcia znikają natychmiast po odkryciu pomnika w rogu parku zaludnionym przez rolkarzy. Poza gigantycznym granitowym napisem „Za naszą i waszą wolność”, będącym cytatem z czasów powstania listopadowego w XIX wieku, na tablicy pamiątkowej czytamy:
Pomnik ten wzniesiony został w 1972 r. przez rządy obu krajów dla uczczenia uznawanych wówczas oficjalnie bohaterów walki z narodowym socjalizmem. Dziś składamy tu hołd również tym, którzy walczyli i polegli jako żołnierze armii polskiego państwa podziemnego, alianckich sił zbrojnych i polskiego ruchu oporu, tym, którzy jako robotnicy przymusowi, więźniowie i jeńcy wojenni zostali wywiezieni i zamordowani oraz wszystkim antyfaszystom niemieckiego ruchu oporu, którzy poświecili życie wyzwoleniu spod narodowego socjalizmu – Berlin 1995
- Simone o sobie: Urodziłem się w Bolonii, gdzie pod koniec lat 90 studiowałem nauki o komunikacji społecznej i mediach. Mieszkam w Berlinie od 2006. Pracuję jako tłumacz na własny rachunek i poza polonistyką studiuję bibliotekoznawstwo. Dla mnie nie ma nic piękniejszego niż pójście do kina – na film polski.
